Wprowadzenie
Praca tłumacza przysięgłego kojarzy się zwykle z powagą: sądy, prokuratura, Policja, akty stanu cywilnego, dokumenty urzędowe, pełnomocnictwa, zaświadczenia, wyroki, decyzje i protokoły. To skojarzenie jest prawidłowe. Tłumacz przysięgły wykonuje zawód wymagający szczególnej staranności, odpowiedzialności i dyskrecji.
Ale nawet w najbardziej formalnym dokumencie potrafi pojawić się życie. Czasem w formie literówki, czasem w formie niefortunnego skrótu, czasem w formie zdania, które po dosłownym przełożeniu brzmi jak gotowy materiał do komedii językowej. Tłumacz nie może wtedy stracić profesjonalizmu, ale może po cichu docenić absurd sytuacji.
Tłumacz przysięgły nie śmieje się z klienta
Na początku trzeba postawić jasną granicę: humor w pracy tłumacza nie polega na wyśmiewaniu klienta, strony postępowania ani autora dokumentu. Tłumacz przysięgły ma obowiązek zachowania poufności i szacunku wobec osób, których dokumenty tłumaczy.
Komiczne sytuacje wynikają najczęściej nie z ludzi, lecz ze zderzenia języków, systemów prawnych, formularzy, automatycznych tłumaczeń, literówek i urzędowego stylu, który czasami sam tworzy efekt groteskowy.
Literówka, która zmienia sens świata
Jednym z klasycznych źródeł humoru są literówki. W zwykłej wiadomości literówka bywa nieszkodliwa. W dokumencie urzędowym może jednak zmienić sens zdania, nazwę instytucji albo opis zdarzenia. Tłumacz musi wtedy zdecydować, czy ma do czynienia z oczywistą omyłką pisarską, czy z elementem dokumentu, który należy oddać w tłumaczeniu bez poprawiania autora.
Bywają sytuacje, w których jedno niepozorne przestawienie liter powoduje, że poważny dokument zaczyna brzmieć jak tekst satyryczny. Tłumacz widzi absurd, ale jego zadaniem nie jest poprawianie rzeczywistości. Jego zadaniem jest wierne i odpowiedzialne oddanie treści.
Kiedy formularz wie lepiej
Drugim źródłem komizmu są formularze. Formularz urzędowy ma być logiczny, uporządkowany i jednoznaczny. W praktyce potrafi jednak zawierać rubryki, które w konkretnym przypadku tworzą zaskakujące kombinacje.
Zdarza się, że dokument pyta o dane, których dana osoba oczywiście nie może posiadać, albo wymaga zaznaczenia jednej z opcji, mimo że żadna nie pasuje do sytuacji. Tłumacz, widząc taki formularz, nie tworzy nowego dokumentu. Musi przełożyć to, co istnieje, nawet jeżeli administracyjna logika formularza jest bardziej twórcza niż niejeden scenariusz komediowy.
Fałszywi przyjaciele językowi
W tłumaczeniach między językami słowiańskimi często pojawiają się fałszywi przyjaciele. Słowo wygląda znajomo, brzmi znajomo, ale znaczy coś innego. Dla osoby bez przygotowania językowego może to prowadzić do zabawnych, a czasem poważnych nieporozumień.
Tłumacz przysięgły nie może ulec podobieństwu brzmienia. Właśnie dlatego w tłumaczeniu urzędowym nie wystarcza ogólna znajomość języka. Trzeba znać terminologię, kontekst i funkcję dokumentu. Komizm fałszywych przyjaciół polega na tym, że język udaje oczywistość tam, gdzie trzeba zachować najwyższą ostrożność.
Automatyczne tłumaczenie jako autor żartu
Osobną kategorię tworzą dokumenty albo wiadomości, które ktoś wcześniej przepuścił przez automatyczny translator. Efekt bywa imponujący pod względem kreatywności. System potrafi zamienić urząd w budynek, pełnomocnika w osobę pełną mocy, a akt stanu cywilnego w tekst, który brzmi jak fragment fantastyki prawnej.
W takich sytuacjach tłumacz wykonuje podwójną pracę: najpierw musi ustalić, co autor prawdopodobnie chciał powiedzieć, a dopiero potem przełożyć tekst zgodnie z zasadami tłumaczenia. Nie zawsze jest to możliwe bez kontaktu z klientem albo bez wglądu w oryginalny dokument.
Nazwy instytucji, których nie da się tłumaczyć dosłownie
Nazwy urzędów, organów i instytucji bywają pułapką. Dosłowne tłumaczenie może brzmieć komicznie, ale zbyt swobodne tłumaczenie może być nieprecyzyjne. Tłumacz musi znaleźć rozwiązanie, które odda funkcję instytucji, a jednocześnie nie stworzy fałszywego odpowiednika w innym systemie prawnym.
To jeden z tych momentów, w których humor językowy spotyka się z odpowiedzialnością zawodową. To, co dla laika brzmi zabawnie, dla tłumacza jest sygnałem: uwaga, tutaj trzeba zachować szczególną ostrożność.
Gdy klient chce tłumaczenia „na wczoraj”
W praktyce biura tłumaczeń istnieje osobna kategoria terminów: pilne, bardzo pilne, najpilniejsze oraz legendarne „na wczoraj”. Klient często naprawdę jest w trudnej sytuacji: termin sądowy, urząd, wyjazd, rekrutacja, uczelnia, bank albo sprawa rodzinna. Dla tłumacza oznacza to jednak konieczność spokojnego wyjaśnienia, że tłumaczenie przysięgłe wymaga czasu.
Komiczny element pojawia się wtedy, gdy dokument ma kilkadziesiąt stron, liczne pieczęcie, adnotacje ręczne, tabele i skróty, a oczekiwanie brzmi: „To chyba tylko przepisać, prawda?”. Nie, to nie jest tylko przepisać. To trzeba przeczytać, zrozumieć, przełożyć, sprawdzić, opatrzyć formułą poświadczającą i wykonać zgodnie z zasadami zawodu.
Pieczątka jako bohater drugiego planu
Pieczęcie i adnotacje są ważnym elementem dokumentów. Czasami jednak ich czytelność pozostawia wiele do życzenia. Tłumacz widzi kształt, kolor, fragment podpisu, pół słowa i ślad po tuszu, który prawdopodobnie miał kiedyś znaczenie urzędowe.
W takich sytuacjach pojawia się typowo translatorski humor: wszyscy oczekują precyzji, ale materiał źródłowy wygląda jak archeologiczne znalezisko. Profesjonalna reakcja nie polega na zgadywaniu, lecz na odpowiednim odnotowaniu nieczytelności albo ograniczonej czytelności elementu dokumentu.
Ręczne pismo i sztuka cierpliwości
Ręczne adnotacje potrafią być dla tłumacza próbą charakteru. W dokumentach sądowych, medycznych, urzędowych albo szkolnych pojawiają się dopiski, które formalnie są ważne, ale praktycznie wymagają osobnego śledztwa graficznego.
Tłumacz nie jest grafologiem, ale często musi wykazać się cierpliwością detektywa. Kiedy po kilku minutach pracy jedno słowo wreszcie okazuje się oczywiste, satysfakcja bywa nieproporcjonalnie duża.
Kiedy jedno słowo ma trzy życia
W języku prawnym jedno słowo potrafi mieć inne znaczenie niż w języku potocznym. Jeszcze inne znaczenie może mieć w języku administracyjnym, a zupełnie inne w konkretnym systemie prawnym. To prowadzi do sytuacji, w których klient pyta: „Dlaczego pan tego nie przetłumaczył dosłownie?”.
Odpowiedź brzmi: ponieważ dosłownie nie zawsze znaczy prawidłowo. Właśnie tutaj zaczyna się właściwa praca tłumacza. Trzeba oddać sens, funkcję i skutki danego pojęcia, a nie tylko jego powierzchowny odpowiednik.
Sądowa powaga i język codzienny
W tłumaczeniach sądowych szczególnie wyraźnie widać zderzenie języka urzędowego z językiem codziennym. Protokół może zawierać wypowiedź spontaniczną, emocjonalną, chaotyczną albo potoczną, a jednocześnie musi zostać ujęty w ramy formalnego dokumentu.
Tłumacz nie powinien wygładzać wypowiedzi tak, aby brzmiała bardziej elegancko niż oryginał. Jeżeli ktoś mówi prostym językiem, tłumaczenie również powinno oddać prostotę. Jeżeli wypowiedź jest chaotyczna, tłumacz nie powinien robić z niej akademickiego wywodu.
Najkrótsze zdania bywają najtrudniejsze
Paradoks pracy tłumacza polega na tym, że najkrótsze zdania nie zawsze są najłatwiejsze. Czasami jedno słowo w rubryce dokumentu wymaga sprawdzenia kontekstu, podstawy prawnej, nazwy instytucji i funkcji danego wpisu.
Komiczne jest to, że klient widzi jedno słowo i zakłada, że tłumaczenie powinno zająć kilka sekund. Tłumacz widzi jedno słowo i wie, że właśnie zaczęła się mała analiza prawno-językowa.
Humor jako wentyl bezpieczeństwa
W zawodzie tłumacza przysięgłego humor pełni funkcję wentyla bezpieczeństwa. Pozwala zachować dystans wobec presji terminów, trudnych dokumentów, nieczytelnych skanów i sytuacji, w których język urzędowy spotyka się z nieprzewidywalnością życia.
Nie oznacza to braku powagi. Przeciwnie: dobry tłumacz potrafi zachować powagę wobec dokumentu, a jednocześnie dostrzec absurd, który wynika z samego zderzenia języków, formularzy i ludzkich historii.
Czego uczą komiczne sytuacje
Zabawne sytuacje w pracy tłumacza uczą przede wszystkim pokory. Pokazują, że język nie jest mechanizmem automatycznym, a dokument nie zawsze jest tak jednoznaczny, jak chciałby urząd, sąd albo klient.
Uczą także cierpliwości. Tłumacz musi pytać, sprawdzać, odnotowywać nieczytelności, odróżniać błąd od wariantu, literówkę od nazwy własnej i automatyczne tłumaczenie od rzeczywistego sensu dokumentu.
Wniosek końcowy
Komiczne sytuacje w pracy tłumacza przysięgłego są częścią codzienności zawodowej, ale nie znoszą odpowiedzialności tego zawodu. Przeciwnie: pokazują, jak wiele rzeczy może pójść źle, jeżeli tłumaczenie zostanie potraktowane powierzchownie.
Tam, gdzie klient widzi prosty dokument, tłumacz często widzi system prawny, terminologię, formularz, kontekst, pieczęć, podpis, skrót i możliwe skutki urzędowe. A czasami także mały językowy absurd, który przypomina, że nawet w świecie dokumentów nadal jesteśmy po stronie żywego języka.
Źródła i zastrzeżenie
1. Ustawa o zawodzie tłumacza przysięgłego, w szczególności przepisy dotyczące szczególnej staranności i obowiązku zachowania tajemnicy.
2. Praktyka tłumaczeń poświadczonych dokumentów urzędowych, sądowych i administracyjnych.
3. Wszystkie przykłady mają charakter anonimowy, modelowy i edukacyjny. Nie opisują konkretnych klientów, spraw ani dokumentów.
Zakres zagadnienia
- komiczne sytuacje tłumacza
- tłumacz przysięgły
- praca tłumacza
- tłumaczenia przysięgłe
- anegdoty zawodowe
- język urzędowy
- tłumaczenia sądowe
- tłumaczenia dokumentów
- praktyka tłumacza
- humor w pracy tłumacza